Czas przejść do konkretów....
Kiedy w roku 1995 przyjechałem do rodzinnego domu w Szczecinku po kilku latach już trwających prześladowaniach (przede wszystkim fononowych) i ulokowałem się na drugim piętrze, w jednopokojowym mieszkaniu matki - wówczas przez pierwsze dwa dni miałem względny spokój.
Tu dodam, że przyjechałem wówczas ze Słupska, gdzie starałem się w porozumieniu z Janem PIETRZAKIEM i jego sztabem wyborczym zorganizować poparcie dla kandydatury Jana Pietrzaka na prezydenta Rzeczypospolitej. Jak mi powiedziano wówczas w Urzędzie Miejskim w Słupsku - byłem jedyną osobą, która zgłosiła w tym urzędzie prowadzenie kampanii wyborczej na terenie miasta oraz przedstawiła wzorce materiałów propagandowych.... Niestety, nie udało mi się zebrać zbyt wielu podpisów na rzecz kandydatury Jana Pietrzaka (inna sprawa, że mój ówczesny kandydat na prezydenta RP zawiódł nadzieje wielu swoich sympatyków, także moje - powędrował chyba zbyt daleko w prawo i na pewno nie po to, "..aby Polska była Polską.. - spoglądając z dzisiejszej perspektywy).
Gdziekolwiek ruszyłem się w Słupsku, tam wszędzie docierał za mną dukt fononowy, przy pomocy którego nieznane mi osoby informowały moich rozmówców, że zbierane przeze mnie podpisy na rzecz kandydatury Jana Pietrzaka są próbą uzyskania danych personalnych osób podpisujących listy, poznania ich adresów domowych oraz numerów dowodów osobistych dla celów przestępczych, oszustw itd. Nic dziwnego, że podpisów na rzecz Jana Pietrzaka przybyło mi niewiele - zupełne przeciwieństwo sytuacji, gdy przyjeżdżałem z nim na recitale, tam, do Słupska, kulturalnego Słupska, miasta polskiej pianistyki i nie mogłem opędzić się przed amatorami widowiska, często proponującymi wysokie kwoty za bilety, których już nie było...
Jednocześnie słyszałem poprzez ten sam dukt fononowy (dukty) rozmowych nieznanych mi prześladowców, że ten, czy inny robi jakieś tam OSŁABIANIE. Nie orientowałem się na czym to osłabianie polega, ale czułem się żle, coraz gorzej, więc pojechałem do oddalonego o około 100 km Szczecinka.. Prawdę mówiąc, poszedłem. Przecież to tylko około 100 kilometrów...

Już na trzeci dzień mojego pobytu w rodzinnym domu rozpoczęły się silne emisje na częstotliwościach CB o charakterze fononowym, tzn. charakteryzujące się dużym, łatwo rozpoznawalnym natężeniem pola elektromagnetycznego, właśnie z powody nadmiernego natężenia nazywanego przez fachowców i normy "polem elektrycznym". Bez trudu, po gdańskich doświadczeniach, lokalizowałem owe miejsca emisji, a oszołomiające działanie pola elektrycznego pochodzącego z emisji eliminowałem częstym wietrzeniem mieszkania matki i długimi spacerami po parku i wokół jeziora - zawszeć to około 19 kilometrów...


Kilka słów na temat taktyki i metod działania konfidentów fononowych policji oraz służb specjalnych - wszak to informacja o konfidentach !
Taktyka ich działania sprowadza się do zaskoczenia, które ma pomóc w osiągnięciu celu taktycznego, a tym jest zdobycie pożądanych informacji od oszołomionego emisją obywatela w sposób zdalny, bez osobistego kontaktu z inwigilowanym obywatelem.
Metoda działania to metoda zespołowa ! Dlaczego ? Fononowy konfident policyjno-uopowski nie ma czasu notować uzyskiwanych informacji, a bardzo często, jak wykazały moje badania, sam owych informacji, na które poluje i dla których zdobycia popełnia przestępstwa nie odbiera (mówimy potocznie - nie słyszy), ale kieruje dukt fononowy w kierunku innych, często nieznanych mu osobiście konfidentów-nasłuchiwaczy, którzy skwapliwie notują, a następnie sporządzają sążniste meldunki czy sprawozdania operacyjne. Wśród owych nasłuchiwaczy we wcześniejszym okresie sporo było funkcjonariuszy polskiej policji i służb specjalnych. Dopiero rozpowszechnienie prawdziwej informacji o tym, że fonon jest metodą prześladowań oraz że tego rodzaju działalność, naruszająca prawa człowieka i obywatela jest działalnością przestępczą, spowodowało odpływ funkcjonariuszy policji i służb specjalnycj od bezpośredniego udziału w tym procederze..

Ale to nie wszystko ! Bowiem trzeba wspomnieć o tzw. DUPNEJ roli polskiej inteligencji !
Dupna rola polskiej inteligencji wynika z nieposkromionej chęci zabłyśnięcia poziomem i zasobami wiedzy oraz humoru !
W efekcie, ponieważ spora część konfidentów polskiej policji, to osoby prymitywne, o niskim poziomie wykształcenia, bardzo ograniczonej wiedzy i słownictwie - jakiekolwiek niezrozumiałe dla konfidenta sformułowanie poprzez dukt fononowy kierowane jest do owego błyskotliwego negatywnie inteligenta, który na ogół rzetelnie wyjaśnia konfidentowi znaczenie niezrozumiałego konfidentowi słowa lub wyrażenia. Rzecz w tym, że fononowy konfident policyjno-uopowski nie może dopuścić do kompromitacji swojej osoby (a może i służby) w najbliższym otoczeniu inwigilowanego tzn. mniej więcej w obszarze 1 (jednego) kilometra sześciennego przestrzeni = (1 km x 2 km x 0,3 km wysokości), dlatego przyjęta powszechnie przez fononowych konfidentów policyjno-uopowskich metoda polega na przesłaniu informacji duktem fononowym na odległość około 3-4 lub więcej kilometrów do owego DUPNEGO inteligenta.
Drżyjcie sąsiedzi DUPNEGO, bowiem to dzięki niemu trafia przez długie lata do waszego mieszkania dukt fononowy i "zamieszkuje" na długo ....
Niestety, to właśnie powoduje rozpowszechnienie fononu, powiększenie obszaru skażonego fononem i właśnie w ten sposób doszło do zanieczyszczenia duktami fononowymi niemalże całego kraju. Powszechnie wiadomo - nie można duktem fononowym dotrzeć do punku C pomijając punkty A i B. Co najwyżej można to uczynić, ale docierając do punku C poprzez punkty A1, A2, A3, A4 itd oraz B1, B2, B3 etc.


Tu jestem zmuszony wyjaśnić konieczność użycia słowa KÓRWA jako substytutu wielokrotnie użytego przeze mnie określenia " fononowy konfident policyjno-uopowski". Po pierwsze - trzeba był znaleźć słowo uniwersalne, o negatywnym brzmieniu w języku polskim i budzące określone skojarzenia w językach europejskich, bowiem za sprawą KÓRWÓW (poprawnie) fonon pokrył całą Europę. Musiało to być również słowo, którego obecność, mimo negatywnego wrażenia, w języku potocznym łatwo wytłumaczyć, nawet ludziom o surowych zasadach. I to słowo się znalazło ...... w Piśmie Świętym, w jego łacińskojęzycznej wersji, co prawda bez kreskowanego "u", ale to już nie ma żadnego znaczenia! *)

Jeszcze na temat owych pożądanych przez fononowego konfidenta policyjno-uopowskiego informacji...
Jeśli zastanowić się nad tym, to oczywistym jest, że działając w sposób zdalny, bez osobistego kontaktu z inwigilowanym, nawet w ściśle określonym miejscu, np. mieszkaniu inwigilowanego - fononowy konfident policyjno-uopowski musi :


1). ustalić personalia osób lub osoby (zidentyfikować je) nawet w sposób umowny, np. Natalia, Roman, lub najlepiej Natalia Kowalska; gdyż bez tego ustalenia jego informacje są bezwartościowe lub mało wartościowe - brak określonego źródła informacji;
2). podsłuchać rozmowę, a ponieważ gniew często powoduje wypowiedzi, do których w innych okolicznościach by nie doszło - sprowokować do rozmowy, najlepiej przez skonfliktowanie rozmówców - i to jest właśnie GRA !

Tyle na ten temat - mogę przejść do sedna tematu, czyli drobniaków konfidenta policji..

Jak na początku wspomniałem - po dwóch dniach spokoju od momentu przyjazdu do Szczecinka, do rodzinnego domu, rozpoczęły się intensywne emisje fononowe w niedalekim otoczeniu. Kórwy-konfidenci nazywali to NASYCANIEM i jak przypuszczam, polegało to na wytworzeniu w przestrzeni pola elektrycznego, a więc o takich wartościach natężenia, jakie np. w przybliżeniu występują we wnętrzu transformatora elektrycznego. W takich warunkach, jak określa to fizjologia, następuje opóźnione i powolne działanie hemoglobiny w organiźmie ludzkim, pojawiają się objawy niedotlenienia oraz nadmiar związków np. azotu (patrz choroba kesonowa).
Podobnie oddziaływują na organizm ludzki niektóre rodzaje narkotyków. Toteż mieliśmy do czynienia z bezprawnymi eksperymentami medyczno-fizjologicznymi na ludziach, ze zbrodnią... i przeciwko temu protestowałem jako jeden z wielu, mówiąc o narkomanii fononowej.
Rozpracowująca mnie (po co, z jakiego powodu ?) grupa kórwów-konfidentów musiała mnie zidentyfikować na sporą odległość - w moim rodzinnym mieście nie zetknąłem się przez długi czas z żadnym z moich znajomych i kolegów, gdyż nie mieszkałem w nim przez dwadzieścia kilka lat. Toteż jak zauważyłem, natychmiast po tym, jak łożyłem się na tapczan w mieszkaniu matki na poddaszu (jeden pokój, około 14 m kwadratowych powierzchni całkowitej, ok. 10 m kw. powierzchni mieszkalnej - skośne połacie sufitowe)**), "podrzucano" mi duktem rozmaite słowa-hasła. Dopiero na jedno z nich zwróciłem uwagę, i to tylko dlatego, że miałem bardzo niewiele pieniędzy.
Było to słowo DROBNIAK !
Słowo to było mi "podrzucane" dziesiątki razy przez wiele dni, i już z tego powodu można by oszaleć, a pamiętajcie o oszołamiającym działaniu fononu... Toteż skwapliwie sprawdzałem swoje zasoby jedynych pieniędzy w portmonetce każdego dnia....
I tak byłoby zapewne do końca, gdyby nie "przesłuchujący" mnie zbrodniczy kórwa-konfident policyjny.
Otóż on pewnego razu (ów kórwa-konfident) zwrócił się jakby wstecz (tak to odczułem na dukcie) do kogoś z żądaniem, prośbą brzmiącą mniej więcej tak : "Daj coś jeszcze, coś więcej, dodatkowo !!!". Wówczas tamten w oddali przewrócił kilka kartek notatek i powiedział w stronę duktu : "Drobniak - tu pauza, chwila milczenia - Władysław!" I powtórzył : "Władysław Drobniak !" i zamknął owe małorozpoznawalne notatki. A kórwa-konfident natychmiast "podrzucił" mnie owe słowa w okolice twarzy !
Wcześniej "podrzucane" były inne informacje, których nie rozpoznawałem i teraz nie przytaczam - połączyło je dopiero nazwisko Wuja.
Oj, użyłem ja wtedy słów wówczas uznawanych za obelżywe, i to w dużej ilości ! Na na około jedną godzinę zapanowała cisza oraz spokój w najbliższej okolicy.
Czas więc wyjaśnić sprawę do końca !

Władysław DROBNIAK był moim kuzynem po kądzieli. Urodził się i mieszkał przed II wojną światową na wschodzie Rzeczypospolitej. Jak mi się wydaje, uzyskał tam też maturę lub tzw. "mała maturę", bowiem przed wojną był funkcjonariuszem policji kryminalnej w stopniu podoficerskim. Był również podchorążym Wojska Polskiego. W czasie II wojny światowej służył m.in. w II Korpusie Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, poprzez Palestynę, Irak i Włochy (Monte Cassino) dotarł w końcu do Anglii skąd
nigdy do Polski nie przyjechał. W II Korpusie służył jako plutonowy podchorąży, potem sierżant podchorąży - chyba pod koniec wojny został mianowany podporucznikiem. Miał kilka odznaczeń polskich i brytyjskich, także za męstwo i odwagę na polu bitewnym.
Korespondowałem ze swoim kuzynem listownie w latach sześćdziesiątych, nazywając go w listach Wujem - byłem wówczas dzieckiem. Przysyłał mi podręczniki do nauki języka angielskiego oraz drobne upominki, także fotografie. Żył skromnie w Londynie. Zmarł w latach siedemdziesiątych także w Londynie. Nigdy nie zetknąłem się ze swoim Wujem osobiście !
Żyją jeszcze koledzy mego Wuja - mam nadzieję, że zarówno Wuj, jak i oni, wybaczą mi posłużenie się pretekstem w postaci nazwiska Wuja do wyjaśnienia tej brudnej sprawy. Niech mu - Wujowi w rewanżu, w niebiesiech zapiszą jako dodatkową, pośmiertną zasługę przyczynienie się do demokratyzacji życia w Polsce posolidarnościowej oraz zwalczenia fononu, a jego żyjący koledzy niech Mu to przekażą na niebieskim apelu !
Zdjęcia, publikowane niżej otrzymałem w listach od mego Wuja. Dedykacje, napisy na odwrocie każdego zdjęcia są widoczne przy poruszeniu myszą. Zdjęcia można także obejrzeć w dużym formacie - trzeba kliknąć na zdjęcie!
Ostatnie, szóste zdjęcie jest dla mnie niejasne - białe opinacze rynsztunku kojarzą się z I Korpusem Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. Na tej fotografii Wuja Władysława nie ma - zamieszczam je, ponieważ było w tym samym zbiorze dokumentów - może przy okazji odnajdą się osoby widoczne na fotografii ?

Poniżej publikowanych fotografii zamieszczony jest dodatkowy tekst, skierowany przede wszystkim do funkcjonariuszy Komend Wojewódzkich Policji, Delegatur Urzędu Ochrony Państwa oraz żołnierzy Wojskowych Służb Informacyjnych, pracowników Instytutu Pamięci Narodowej. Jest to mój złośliwy apel o pośmiertne uzupełnienie teczki archiwalnej mego Wuja (kórwy-konfidenci nie wiedzieli o tym, że Wuj Władysław nie żyje !) oraz wyjaśnienie paru niejasności, nim skierują teczkę na przemiał, lub - mam nadzieję - do Instytutu Pamięci Narodowej.
Państwo polskie nie jest wyjątkiem jeśli mowa o tworzeniu dokumentacji dla służb policyjnych oraz kontrwywiadowczych i wywiadowczych. Wzorce, z których korzystano w przeszłości wcale nie były czysto sowieckie, raczej pruskie i austriackie. Kartoteki i teczki zakładano i zakłada się wszędzie - na wschodzie i na zachodzie. Trafiamy do tych teczek już w chwili urodzenia, a właściwie kilka miesięcy później. Umieramy w naszych teczkach personalnych także na ogół kilka do kilkunastu miesięcy później ! Mogę coś na ten temat powiedzieć, gdyż to przed laty w Szczecinku oglądałem dwie teczki policyjne osób inwigilowanych ( tego jestem pewny) z Coventry w Wielkiej Brytani, cokolwiek nadwęglone i ze śladami zalania wodą. Jedna z nich założona została w 1936 roku.
Problem polega na :
wieloletnim tolerowaniu przestępczej działalności konfidentów;
czerpaniu korzyści z tego przez niektórych funkcjonariuszy wymienionych już wyżej służb państwowych;
bezprawnym ujawnianiu zasobów archiwalnych służb specjalnych przez funkcjonariuszy tych służb konfidentom ze środowisk kryminalnych oraz bezprawne upublicznianie tych informacji - to zjawisko pojawiło się około roku 1990 i przybrało olbrzymie rozmiary;
braku możliwości prawnych dochodzenia swoich praw przez obywateli przy tego rodzaju przestępstwach;
braku publicznej możliwości oczyszczenia obywatela z zarzutów konfidencjonalnych z powiadomieniem wszystkich placówek służb policyjnych;
Idealnym rozwiązaniem jest likwidacja instytucji prawnej tajnego współpracownika oraz ustanowienie 7-letniej cezury na ujawnienie obywatelowi zarzutów konfidencjonalnych !
Można przeczytać !
. .
Władysław DROBNIAK jako plutonowy podchorąży II Korpusu PSZ na Zachodzie w Palestynie (zdjęcie z Tel-Aviv) Władysław DROBNIAK w stopniu sierżanta podchorążego II Korpusu PSZ na Zachodzie w Taranto (Włochy) Fotografia z tego samego okresu -Władysław DROBNIAK w stopniu sierżanta podchorążego II Korpusu PSZ na Zachodzie w Como (Włochy)
Pod namiotami w Iraku, na pustyni - żołnierze II Korpusu PSZ na Zachodzie . Wśród nich, siedzący w środku plut.pchor. Władysław DROBNIAK. Pod namiotami w Iraku, na pustyni - dwaj żołnierze II Korpusu PSZ na Zachodzie . Jeden z nich, siedzący z lewej plut.pchor. Władysław DROBNIAK. Władysław Drobniak, b. żołnierz-podchorąży Armii Polskiej na Wschodzie (ZSRR), potem podchorąży i oficer II Korpusu Polskiego we Włoszech - w Anglii w 1968 roku, przed domem, w którym mieszkał w południowo-zachodnim Londynie.
Z tego samego zbioru pochodzi fotografia obok - na fotografii brak Władysława DROBNIAKA, nieznani są niektórzy uwidocznieni żołnierze. Białe elementy oporządzenia (pasy, opinacze) każą przypuszczać, że są to żołnierze 2 Korpusu Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, korpusu dowodzonego przez gen. Andersa, możliwe, że z 1. Samodzielnej Kompanii Commando lub 2-go Baonu Komandosów Zmotoryzowanych. "Beczka śmiechu" czyli blaszany barak i agawa - elementy scenograficzne, które każą przypuszczać, ze fotografia wykonana po wojnie, być może w Anglii, w obozach wojskowych (6 lipca 1946 - Duncombe Park k/Helmsley w hrabstwie Yorkshire; od 29 sierpnia 1946 r. -Harland Way Camp koło Hull; od 20 września 1946 - Wymersley Road Camp oraz Watton, gdzie w 1947 roku nastapiło rozformowanie, likwidacja wielu polskich oddziałów.

Może ktoś rozpozna tych żołnierzy ? Z prawej, z bukiecikiem kwiatków mój inny kuzyn - Stanisław Szocik, który dotarł do 2-go Korpusu Polskiego tą samą drogą co Władysław Drobniak. To nazwisko ma wiele wspólnego ze znanymi na Zachodzie terminami: "Corley", MI5 (brytyjski kontrwywiad wojskowy), "Corley Conspiracy" czy "Corley Radio" oraz operą pt. "Corley Conspiracy" wystawioną w Londynie w 2006 lub 2007 roku ! Szukajcie w Google i Wikipedii (nie polskiej !).
Bardzo prawdopodobne, że drugi od lewej na fotografii to major Stefan Zalewski, stary komandos jeszcze z 1-ej Samodzielnej Kompanii Commando. Proszę także o wiadomość, jeśli ktoś rozpozna któregoś z żołnierzy ! pocztą elektroniczną (e-mail)
Prawdopodobnie w naszej witrynie (PLUS-MINUS) powstaną strony WWW ku pamięci żołnierzy - komandosów z 1. Samodzielnej Kompanii Commando oraz 2-go Baonu Komandosów Zmotoryzowanych oraz ich "zielonemu talizmanowi" (beret koloru khaki, oliwkowego) na bazie posiadanych w Internecie materiałów ( oraz inny ).
Szanowni funkcjonariusze służb specjalnych i policyjnych ! O tym, że przez długie lata gromadziliście skwapliwie w ściśle rejestrowanych archiwach dokumentacje przestępstw popełnianych przez wasze własne służby, zwłaszcza przestępstw fononowych - wiecie od dawna, choćby z meldunków kórwów-konfidentów, u was funkcjonujących pod kryptonimem i numerem.
Wielu z was zastanawia się jak wybrnąć z tej brzydkiej sytuacji. Najuczciwsze rozwiązanie to - wystąpić do właściwego ministra o odtajnienie tych zasobów archiwalnych, powiadomienie zainteresowanych prześladowanych, danie im szansy dochodzenia swoich praw na drodze sądowej. Ponadto - wnioskowanie o inicjatywę ustawodawczą, rozwiązującą ten problem globalnie.
Dla mnie i mojej rodziny jest oczywiste, że doszło do upublicznienia zasobów archiwalnych Służby Bezpieczeństwa Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Koszalinie z końca lat sześćdziesiątych, ponieważ adres Władysława Drobniaka dotarł do nas w tym okresie.
O istnieniu Władysława Drobniaka w zasobach archiwalnych SB mieliśmy świadomość - pochodziły od nas samych, członków rodziny i zawarte były w ankietach personalnych żołnierzy zawodowych oraz funkcjonariuszy, także ich żon - członków naszej rodziny.
Natomiast informacje o treści listów pisanych przeze mnie do Wuja w latach sześćdziesiątych pochodziły z tych właśnie listów, pisanych przeze mnie gdy byłem niepełnoletni. Treść tych listów była mojej rodzinie nieznana - dla mnie, wówczas małolata niektóre treści były krępujące.
Te zasoby archiwalne SB nie przeszkodziły mi w podjęciu pracy jako funkcjonariusz. O skopiowanych listach do Wuja nie miałem pojęcia. Bezprawne ujawnienie nastąpiło w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych - w latach tzw. nie wiadomo dlaczego - "rewolucji solidarnościowej" i dokonane zostało przy współudziale funkcjonariuszy UOP - Delegatura w Koszalinie oraz funkcjonariuszy Policji - Komendy Wojewódzkiej w Koszalinie oraz Komendy Powiatowej w Szczecinku.
Nie dość ujawnienia - nastąpiło także upublicznienie !
Skoro tak - to upublicznijmy je do końca !
Nie podałem wielu istotnych informacji dot. mego Wuja (np. daty i miejsca urodzenia), nieznane mi są także przydziały służbowe mego Wuja sprzed II wojny światowej, z okresu pracy w policji, ani z okresu II wojny światowej. Może w wolnych chwilach zechcecie uzupełnić swoje zasoby ?! Macie przecież ustawowy obowiązek ! Ponadto może uda wam sie wyjaśnić, kim jest opisany na fotografiach "BOKS" lub "BOLES" ?
Jak widzicie - na wszelki wypadek opublikowałem posiadane fotografie mego Wuja - na wszelki wypadek, gdyby zrobione przez SB fotokopie fotografii były już kiepskiej, z racji użytych materiałów oraz upływu czasu - jakości !
A co mi macie do zaproponowania ? W wieku 51 lat obchodzenie 35 rocznicy prześladowań przez polskie służby policyjne ?
A co do waszych kórwów-konfidentów - jest publiczną "tajemnicą", i o tym, tu na Pomorzu często się przypomina, że na jednego z waszych "asów", kórwów-konfidentów***) został wydany wyrok skazujący na karę powieszenia w celu powieszenia na okres (jedni mówią 4, inni 6 tygodni). Wyrok wydał podziemny, nielegalnie bytujący w myśl polskiego prawa Trybunał Republiki Pomorza. Niestety, "centralnopolscy patroci" - to jest wasza zasługa ! Nie słyszałem więcej niż jednego głosu krytyki tego trybunału , a zwłaszcza wspomnianego wyroku, choć sformułowanie "kara powieszenia w celu powieszenia" brzmi początkowo śmiesznie.
Dlaczego ? Ponieważ Rzeczpospolita Polska, mimo sprawowania władzy na Pomorzu, w tym obszarze
, obszarze przestępczości fononowej, dobrowolnie zrezygnowała ze swoich uprawnień, zapewne tylko dlatego, że niewielka grupa osób związanych z władzą czerpie z tej przestępczości korzyści. Czy musiało do tego dojść ???

PS. Przez lata nic się w mojej sytuacji nie zmieniło ! A w kraju, Ojczyźnie ?
Faktycznie OBALONO KONSTYTUCJĘ R.P. Obalili ją : kórwowie-konfidenci, dziś nazywani stechnicyzowanymi kórwami ludzkimi ( a także ) oraz ich mocodawcy, ściśle powiązani z kolejnymi od bez mała 20 lat "władcami" Polski. Prześladowania dotknęły tysiące osób i trwają nadal - zmieniła się bardzo świadomość społeczna. Tym gorzej dla prześladowców ! (2009-09-15, 20)


Marek W. Piłat; 11 maja 2002 r. (aktualizowane 14,15, 20-09-2009 roku).
*) z czasem ten termin objął wszystkie te osoby, które posługują się w celach przestępczych duktami fononowymi ;
**) matka jest 75-letnią kobietą. Żyje z implantem na sercu - prawdopodobnie bez stymulatora (rozrusznika) serca by zmarła. Stymulator jest urządzeniem ponoc bardzo wrażliwym na pole elektromagnetyczne - do tego stopnia, że nie można w pokoju korzystać z komputera. Kórwa-konfident o tym wie, ale na ogół dukty przebiegają wokół łóżka matki !
dopisek z 2009-09-15 - matka zmarła nagle, niespodziewanie, dzień po powrocie z sanatorium w roku 2005. Nagle straciła przytomność i zmarła po trzech dniach nie odzyskawszy przytomności !
***) podobno we wspomnianym wyroku sporo miejsca poświęcono cechującemu to indywiduum sadyzmowi - jest to prawda. Powszechnie wiadomo, że osobnik tem bezkarnie od lat rezyduje w miejscowości powiatowej Szczecinek woj. zachodniopomorskie i stamtąd operuje na obszarze całego kraju, Europy itd.
Wstecz - do strony KOMENDOM WOJEWÓDZKIM POLICJI Wstecz - do strony tytułowej PLUS-MINUS